ZZSK jest uleczalne, bo nikt nie udowodni, że …

Co nowego Fora Leczenie metody niekonwencjonalne ZZSK jest uleczalne, bo nikt nie udowodni, że …

Viewing 7 posts - 1 through 7 (of 7 total)
  • Autor
    Wpisy
  • #37129
    rents
    Participant

    Jak wszedłem pierwszy raz na to forum 3 lata temu, obiecałem sobie, że jak się wyleczę, to podzielę się z Wami swoimi spostrzeżeniami. Mam nadzieję, że moja historia Wam pomoże, bo mi pomogło drążenie tematu na własną rękę poza słuchaniem tylko lekarzy. Historia jest długa, ale optymistyczna, a to chyba nie częste przy zdiagnozowanym zzsk – więc, oto moja historia…

    ZZSK zdiagnozowano u mnie 3 lata temu.
    Miałem objawy, miesiącami stany zapalne pleców, jakby ktoś w nocy obłożył mnie kijem. Budziłem się przez kilka miesięcy zanim trafiłem do lekarza, który zlecił mi serię badań krwi i powiedział, że na pewno mam chorobę reumatyczną, HLAB27 jest pozytywne, objawy są pozytywne, więc prawie na pewno mam ZZSK, ale żeby stwierdzić, czy to ZZSK, czy inna reumatyczna choroba – to teraz się tak po lekarsku nie da na 100%, bo objawy są za słabe.
    Przyjmowałem leki NLPZ, na początku 3xdziennie, później coraz rzadziej i było już dobrze na tyle, że funkcjonowałem w 90% normalnie, chociaż nocami budziłem się zawsze kilka razy, ale mogłem dospać. Brałem NLPZ-ty 2 razy w tygodniu, później raz w tygodniu, raz na 2 tygodnie…, raz na miesiąć, raz na dwa miesiące, i na tym właściwie stanęło po 1,5 roku. Ciągłe gdzieś tam coś mnie bolało, ciągle czułem się chory i ciągle musiałem mieć nlpz pod ręką, jak gdzieś wyjeżdżałem, bo inne łóżko to już większe prawdopodobieństwo, że mi się zaogni i będzie trzeba gasić ogień lekami, bo innej metody nie wynalazłem.

    Już pierwszego dnia po (90-procentowej) diagnozie ZZSK poza stosowaniem się do zaleceń lekarza i przyjmowaniu nlpz, również poczytałem, popłakałem nieco gdy dowiedzialem się, że zzsk jest nieuleczalne, gdy poczytałem historie chorych, idących przez NLPZ, leki sterydowe, leki biologiczne i aż się nie chce wiedzieć, co jest następne.
    Zacząłem czytać na forach anglojęzycznych i znalazłem artykuły o tym, że dieta (bezglutenowa, bezcukrowa, bezchemiczna) pomaga – nie jest to udowodnione na 100%, ale pomaga (choć mój lekarz mówi, że to raczej placebo).
    Przejście na drastyczną dietę (bez pieczywa, ziemniaków, makaronu, świństw glutenowych, cukru itd. itd. itd.) trwało u mnie tyle co pstryknięcie palcami. Strach sprawił, że kolejnego ranka otworzyłem lodówkę i… wszystko było “złe” – nie pasowało do mojej diety, nie wiedziałem co jeść. Miesiąc trwało przystosowanie się do nowych realiów, zorganizowanie sobie śniadania, drugiego śniadania do pracy, obiadu, kolacji, zakupów (gdy 80% sklepu to świństwa) itd. Schudłem przez miesiąc 10kg, ale miałem wrażenie, że pomaga mi to mocno. Gdy luzowałem dietę, czułem stany zapalne, więc trzymałem dietę przez długi czas, jakieś 9 miesięcy dałem radę drastycznie, później trochę luzowałem. Efekty diety jak powyżej – leki przyjmowałem coraz rzadziej i wierzyłem w działanie diety.

    Po roku wpadłem na książkę “Dieta bez pszenicy”. Mocno amerykańska, mocno pozytywna, mocno strasząca niszczącym wpływem pszenicy  – zmodyfikowałem swoją spontaniczną dietę, przechodząc na dietę bez pszenicy. Ogólnie to prawie to samo co wcześniej, nieco zmodyfikowane – znowu działało, nowe przepisy – chleb z migdałów, da się żyć.

    Po ponad 2 latach zaraz po Świętach, gdy zmęczony poluzowałem na czas Świąt dietę, aby zjeść trochę makowca, pierników itd.zaczęły się u mnie inne problemy niezwiązane z zzsk. Jakieś afty, chrostki w buzi, które nie schodziły i szczypały/ogniły się coraz bardziej, jakieś kiepskie ogólnie samopoczucie (choć to miałem od dłuższego czasu). Znowu lekarze (ogólny, alergolog, dentysta, laryngolog – dziwne badania, zero efektów) i poszedłem na badania metodą Volt’a (znajdziecie w Internecie, albo już znacie), które znalazłem na jakimś grouponie(!). Sceptyczny do tych badań (bo opinie w Internecie skrajnie różne), poszedłem na nie z przymróżeniem oka, ale potrzebowałem dalszych wskazówek.

    Wyszło mi na nich, że: mogę mieć candidę (grzyba, który w jamie ustnej siedzi, jak powiedziała Pani prowadząca badanie), mogę mieć glistę ludzką, mogę mieć boreliozę, mogę mieć… coś tam jeszcze. 
    “Mogę mieć” – oznacza tyle, że to badanie ponoć daje faktycznie tylko wskazówki, jakieś wskaźniki, nie chcę więcej pisać, bo się nie znam na tym.
    Sprawdziłem więc wszystko:
    – candida – to byłem pewien, że mam, bo wkurzało mnie już 2 miesiące w policzkach – poczytałem, okazało się, że wszystko idealnie pasuje
    – glista ludzka – badanie negatywne, powtórzone negatywne – czyli jednak nietrafiona wskazówka
    – borelioza – zrobiłem sobie badanie Western Blot na własną rękę i – pozytywne (na ile sam umiałem z pomocą internetu odczytać wyniki).

    Zacząłem oprócz ZZSK zajmować się więc candidą (lekarze coś tam mi przypisywali, ale jakoś nie dawało to rady) i równolegle boreliozą (która podobnie jak zzsk jest chorobą tajemniczą i dość poważną, choć niby uleczalną). Dwóch z polecenia lekarzy od boreliozy potwierdziło mi diagnozę, wybrałem finalnie jednego, który stwierdził, że trzeba najpierw wyleczyć grzyby, a później zobaczymy co z boreliozą, czy będziemy ją atakować antybiotykami. Kazał mi zrobić inne badanie grzybów (tamto, co mi “normalni” lekarze kazali zrobić za 600zł było ponoć do niczego) i wyszło, że mam jakieś komórki grzybów na wysokim poziomie we krwi. No i pod kątem grzybów lekarz przypisał mi leki i dietę (w 80% taką, jaką stosuję od 2 lat, chociaż nawet bardziej drastyczną, bo bez cukru, pszenicy, serów, grzybów, orzechów). Od 5 miesięcy leczę grzyby, od roku chodzę też do masażystyki, która pomaga mi w zzsk, które gdzieś tam zawsze siedzi.

    Konkluzja jest taka na tą chwilę, że po 5 miesiącach już prawie wyleczyłem grzyby i czuję się prawie zdrowy. Czuję się po 3 latach w końcu pełen energii. Mam ochotę wyjść na rower, mam ochotę wyjść po pracy z domu (a nie tylko leżeć), mam ochotę na inne rzeczy. Niedługo robię znowu badania na boreliozę i grzyby – jestem pewien, że w ciągu maks. 4 miesięcy będę zdrów jak ryba. Dziś przespałem pierwszy raz całą noc, bez minimalnego przebudzenia i nic mnie nie boli już prawie (bo małe bóle w nocy nigdy mnie dotąd nie opuściły). U mojego zzsk-reumatologa nie byłem już 1,5 roku (bo nie miałem potrzeby!), aż mi się leki przeterminowały i od pół roku nie mam czego brać (ale też nic nie potrzebuję, żeby gasić pożar). Mój lekarz od grzyba i boreliozy mówi, że mam o ZZSK zapomnieć, że to grzyb spustoszył mój organizm a nie żadne zzsk. Wczoraj rzuciłem też leki (farmaceutyczne) i zacząłem terapię ziołowymi suplementami diety. Dużo czytałem o wielu chorobach w ostatnich latach, zarówno grzyby, jak i zzsk, jak i borelioza są tajemnicze i nie wiadomo skąd się, które bierze, jak się leczy, albo czy się wyleczy, co jest przyczyną czego, a co skutkiem innego.

    Wierzę w to, że nie każdy z Was jest chory na ZZSK (tak jak ja nie byłem mimo diagnozy),
    wierzę w to, że można wziąć sprawy w swoje ręce,
    wierzę w to, że dieta czyni cuda, bo jej brak po prostu jest niszczący dla organizmu, gdy przyjmujemy dużo chemii, cukru i zbędnych rzeczy,
    wierzę w to, że optymizm i aktywowanie własnego ciała i uśmiech i wakacje i wsparcie bliskich – potrafią uzdrowić każdego, bo zwłaszcza przy chorobach autoimmunologicznych (gdy organizm niszczy sam siebie) trzeba zadziałać nie lekami na niszczenie “złych” komórek, ale trzeba zadziałać tak, żeby organizm zaczął się bronić! Dużo czosnku, herbata z czystyka, dobra dieta, wystawianie się na słońce, bieganie, skakanie, pływanie, jeżdżenie na rowerze, chodzenie po górach – róbcie to, co lubicie! Organizm czuje potrzebę życia i jest w stanie sam zwalczyć choroby!

    Jeśli moja historia pomoże choćby jednej osobie – dajcie znać, będę jeszcze szczęśliwszy. 
    Jeśli potrzebujecie jakiś szczegółów ode mnie – dajcie znać.

    Marcin 

    #37130
    velldrin
    Participant

    Cześć,

    Ja robiłem badania na borelioze i niestety (albo stety) negatywne (western blot i elisa).

    Mógłbyś powiedzieć jakie konkretnie badania na te grzyby należy robić (bo pewnie rodzajów jest od cholery) i czy one są skuteczne?

    Trochę zbaczając z tematu:

    Kolega mi wysłał nagranie dzisiaj:

    http://porozmawiajmy.tv/nie-ma-chorob-nieuleczalnych-czesc-1-ryszard-grzebyk/

    od 43 min dr Grzebyk mówi o mykoplazmie, chlamydii i borelioze . 

    Zamierzam chyba sprawdzić jeszcze i porobić badania na to też.

    The author has edited this post (w 22.09.2015)
    #37131
    pestka
    Participant

    To ja jeszcze raz wklejam link, który umieścilam w dziale diet:

    http://paleosmak.pl/protokol-autoimmunologiczny/

    Uważam, że jest ważny. Stosowałam przez miesiąc i czułam się lepiej.

     

     

    #40583
    MarcinGro
    Participant

    czy sprawdziłeś sobie te grzyby? candid? jakimś testem?

    #41025
    Waskird
    Participant

    myślę, że każda choroba ma co najmniej 2 fazy – pierwsza to stan zakażenia, przez młodych traktowany “poczekamy, przejdzie”. Objawy, szczególnie u młodych lekceważone(tempo życia ….) druga – nieleczone, … przechodzą w stany uciążliwe, zmuszające w pewnym momencie do wizyty u medyka (nie lekarza bo to od leczenia). Młodzi z zdziwieniem dowiadują sie o chorobie. Sądzę, że przyczyny zzsk ma wiele “korzeni” i decyduje moment podjęcia decyzji, im później ty gorzej. Tak “politycznie” – podstawowymi działaniami ludzkimi to: prokreacja( > pedagogika rodzicielska), praca (>nauka), zdrowie (>biologia. ). W programie szkolnym brak dobrych informacji o wychowaniu dzieci( w Polsce ostatnie przypadki bicia osesków), i o profilaktyce zdrowotnej , stąd szok przy informacji o chorobie. Profilaktyka to informacja, że zdrowie zależy od 3 czynników- czegoś jest za dużo, 2 czegoś jest za mało, 3 coś przeszkadza. (o q… miało być krótko, sory)

    #41293
    pemo
    Participant

    podzielam słowa Marcina…
    tak dieta restrykcyjna działa..facetom ciezko to wytlumaczyc…sam nim jestem i dlugo mi zajelo przyzwyczajenie sie do nowego żarcia
    ale
    na serio to kuźwa działa…
    ja jestem na Paleo…byłem na AIP..to takie bardziej restrykcyjne Paleo..i
    ciezko jest
    ale czlek moze robic w koncu wszystko w koncu a nie żreć tabletki p.bolowe ktore i tak nie działały bo wpieprzałem 2400 mg nurofenu , zagryzałem codeina i polykałem inne kwiatki z mojej prywatnej p.bolowej apteki..ktora chyba kazdy ma u siebie jak juz jest zaawansowany 🙂
    a teraz czary mary…nic..kuźwa NIC nie łykam, zadnych tablet..sporadycznie etoricoxib lub
    latam , biegam full opcja..
    no tak tylko u mnie to trwało kilka lat nim uwierzylem i sie przestawilem 🙂
    takze jak to w ZYCIU..kwestia wyboru …ja wybrałem Organiczna kuchnie i w miare zdyscyplinowana diete paleo AIP…czy tam podobna dr.dabrowskiej..wszystkie sa podobne 🙂 chodzi o wykluczenie pewnych skladnikow… np nie dla MLEKA…:( , itd…kto chce ten poczyta..
    ja uwazam ze warto kzywdy sobie nie zrobisz jak sprobojesz ..ino rada …jak chcesz sprobowac to wytrwaj z dwa trzy miesiace 🙂 zobaczysz fajny efekt w swoim ciele..tylko bez podżerania , lub robienia si=obie wolnego od diety przez jeden dzien w tygodniu bo sie wszystko spiep…y po prostu prganizm musi sie przestawic 🙂
    ok koniec wywodu 🙂
    pozdrawiam Przemek

    #41326
    Igor
    Participant

    Robiłeś badania OB i CRP przed i po przejściu na dietę? Jest różnica? Sam ból i jego brak to ponoć nie wszystko.

    • This reply was modified 2 years, 6 months temu by Igor.
Viewing 7 posts - 1 through 7 (of 7 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.